Układanie życia jak układanie puzzli

 W weekend po raz kolejny usiadłam do puzzli, które dostałam na urodziny - widok latarni na klifie. Niebo, latarnia, góry, trawa. 

Zaczęłam układanie od ramki, potem ułożyłam latarnię, wysypy dookoła i część morza. Została mi trawa i niebo. 

Zaczęłam się denerwować, ponieważ podzieliłam puzzle na niebieskie i zielone. Wzięłam garść puzzli zielonych i doszłam do wniosku, że one prawie w ogóle się nie różnią, a były też takie puzzle, które nic nie przypominały - ani trawi, ani kwiatka...niczego. 

Ułożyłam kilka fragmentów zieleniny i po godzinie schowałam puzzle do szafy. Byłam trochę rozczarowana - przecież zostały mi tylko dwa elementy do ułożenia - niebo i trawa. Miałam wszystko posortowane, a jednak nie dałam rady ułożyć chociaż trawy. 





Wieczorem zadzwoniła do mnie przyjaciółka i mówiła, że już jest w takim, a nie innym wieku (grubo przed 40.) i nie jest w stałym związku, czy w ogóle jeszcze kiedyś będzie, ten czas tak ucieka. Rozumiałam ją, czas ucieka jak szalony i zanim się obejrzymy, będziemy na końcu drogi, a nie na początku. Stresująca wizja, co? Aż chce się wszystko przyspieszyć. 

I tak połączyłam te puzzle i wieczorną rozmowę. To, co spotyka nas w życiu postrzegamy jako jeden puzzel. Wygląda, jakby nic nie znaczył, albo nie dostrzegamy jego wartości. To tylko jeden mały element. Nic konkretnego na nim nie widać. I tak układamy te elementy w jedną całość, krok po kroku. Czasem się poddajemy, czasem przerywamy to układanie. Bierzemy element, przykładamy - niby pasuje, ale nie pasuje idealnie. Więc to nie jest jego miejsce. A przecież teoretycznie powinien pasować właśnie w tym miejscu. Okazuje się potem, że pasuje w innym miejscu, po pewnym czasie układania. 

I jestem przekonana, że kiedy będziemy na końcu swojej drogi, spojrzymy wstecz to okaże się, że te wszystkie elementy układają się w logiczną całość. 

I uświadomiłam sobie, że tak jest też z naszym życiem i z tym co nas spotyka. Czasem jak patrzę wstecz to widzę, że to, co mi się przydarzało, miało miejsce w idealnym momencie. Był to moment "w punkt" chociaż na bieżąco widziałam to zupełnie inaczej. 

Wszystko, co nas spotyka, dzieje się w idealnym momencie. Już przestałam marudzić "dlaczego tego nie zrobiłam wcześniej?". Jeśli czegoś nie zrobiłam wcześniej to po prostu nie byłam na to gotowa. A jak nie mam w sobie gotowości to spartaczę robotę. 

Teraz, chociaż jest to trudne, kieruję się zaufaniem i wiem, że to co ma mnie spotkać, przyciągam do siebie. I spotkam się z tym w idealnym momencie, aby na koniec wszystkie puzzle pasowały do siebie. 

Komentarze